Przemyślenia,  Styl

Wiosenne zmiany na głowie (i w życiu)

Może zabrzmi to stereotypowo, ale wiosna kojarzy mi się ze zmianami. Nigdy nie zdarzyło mi się skorzystać z noworocznych postanowień, natomiast wiosna w jakiś szczególny sposób mnie do tego inspiruje. Nie chodzi oczywiście o to, żeby z dnia na dzień wywrócić całe życie do góry nogami, lecz bardziej o wprowadzanie małych zmian, które pomagają mi porządkować rzeczywistość po długim zimowym letargu.

Nie da się ukryć, mam w tym temacie spore zaległości. Ludzie zajmujący się na co dzień reklamą, stają na rzęsach, aby inspirować ludzi do zmian (nawyków, postaw, gustów). Stawiają pytania o uniwersalnych potrzebach, które, niczym w krzywym zwierciadle, znajdują odpowiedzi o podłożu komercyjnym. I choć „zmiany” to moja zawodowa specjalność, rzadko zdarza mi się wdrażać je w swoim życiu.

Wiadomo, szewc w dziurawych butach chodzi. Na szczęście wiosna zobowiązuje do zmiany butów na nowe i lśniące 😊 Każe zwolnić, obejrzeć się za siebie i oczyścić atmosferę. Rozbudza wrażliwość na świat i uczy nie tylko patrzeć, ale i widzieć. Skupić się na sobie i poświęcić sobie chwilę. I choć nie jest to żadne rocket science, nadejście wiosny inspiruje mnie do małych zmian w życiu. Jakich? Po pierwsze…

 

Tworzę rytuały ze zwykłych czynności

Ile razy zdarzyło mi się w reklamach mówić o potrzebie celebrowaniu zwykłych chwil? Chyba nie zliczę. Jednak mnie samej ta sztuka niespecjalnie się udaje. Ot, na przykład, taka ciekawostka: kolekcjonuję piękne zeszyty. Uwielbiam te bogato zdobione, z zadrukowanymi wzorami kartkami. Przywożę je najczęściej z podróży: nie umiem się powstrzymać, mimo że wiem, że nic w nich nie napiszę. Czemu? Bo szkoda. Szkoda bazgrolić na pięknych kartkach. Tej wiosny jednak wyciągnęłam je z szuflady. I obym nie schowała aż do kolejnej.

 

„Tracę” czas na robienie rzeczy, które kocham

Strasznie trudną sztuką jest sztuka odpuszczania – nawet jeśli chodzi o zwykłe nicnierobienie. Zwykle przebywam w biegu i zdarza się, że po dniu wolnym miewam wyrzuty sumienia. Jak to, cały dzień czytałam książkę? Jak to, siedziałam w parku i wpatrywałam się w niebo? I nic nie zrobiłam? Wiosną te pytania nie przychodzą mi do głowy. Wiosna jest celem sama w sobie.

 

Minimalizuję bałagan dookoła

Gdy czas przestaje być problemem, w głowie otwierają się kolejne klapki. Ważne jest jednak, aby trafiały do niej tylko istotne rzeczy. Jestem człowiekiem, na ogół, strasznie chaotycznym. Wiosna nastraja mnie na porządkowanie rzeczywistości w głowie i dookoła. Najbardziej banalny przykład: porządki w szafie. Pozbywając się masywnych swetrzysk, czuję ogromną ulgę. Próbuję też dzielić się znaleziskami, na które sama może i straciłam ochotę, ale innym mogą się przydać.

Ostatnio dowiedziałam się o pięknej inicjatywie – Banku Ubrań. Jest to projekt skierowany do kobiet, które opuściły tzw. pieczę zastępczą (tj. domy dziecka i rodziny zastępcze). Inicjatywa polega na zbieraniu odzieży biznesowej oraz w stylu „smart casual”, z której młode kobiety będą mogły skorzystać podczas rozmowy o pracę. Więcej o całej akcji możecie przeczytać tutaj. Ja osobiście zamierzam wkrótce odwiedzić zbiórkę, dlatego pomyślałam, że może któraś z Was też będzie chciała dołączyć. Można w ten sposób komuś pomóc i, przy okazji, zaplanować wiosenne porządki w garderobie.

Oczyszczam też swój wirtualny mikroświat. Kocham robienie zdjęć, ale, jak to typowa zodiakalna waga, nie umiem się z nimi rozstawać, mimo iż większość i tak jest strasznie do siebie podobna. Rozpoczęłam więc proces przejrzystego katalogowania i sukcesywnego „czyszczenia” przestrzeni dyskowej z duplikatów. Folder po folderze, dzień po dniu. Kto wie, może przy okazji natrafię na wartościowe kadry do publikacji na Instagramie?

 

Eksperymentuję

Na przykład z fryzurą 😊 Kiedyś moje włosowe eksperymenty były bardziej odważne. Dacie wiarę, że miałam kiedyś na głowie kruczoczarną czuprynę?! To też była „zmiana na wiosnę”. Dziś jednak jestem bardziej rozważna i już wiem, że za nic w świecie nie zmienię swojego słomkowego blondu. Ale lubię na wiosnę „podkręcić” look. Czasami dosłownie 🙂

 

Planuję podróże

Ostatnio odkryłam, że zimowe podróżowanie jest doskonałym pomysłem. Nic jeszcze nie oczyściło mi zaspanego umysłu tak, jak wypad do Walencji w lutym, gdy w Polsce było szaro i ponuro. Mam nadzieję, że zimowe wypady staną się moją małą tradycją. Ale to akurat wiosną moje rozmarzone wizje o nowych miejscach do odkrycia są najbardziej barwne.

Wiosną najczęściej planuję najbardziej wymagające wyprawy w roku – na spokojnie zbieram inspiracje i obmyślam plany, czerpiąc z tego satysfakcję. Notatki spisuję właśnie w te zeszyty, których jeszcze nie tak dawno nie chciałam ruszać 😊 Tworzę w nich kolaże, bazgrolę i, paradoksalnie, stają się one jeszcze cenniejsze niż dotychczas.

Fot. Łukasz Łuciuk (klik do strony)

Featuring:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *